Strony

poniedziałek, 9 lipca 2012

Midsummer's Night


Intensywna mieszanka piżma, paczuli, szałwii i mahoniowej wody kolońskiej.



Noc świętojańska, hm..... te które pamiętam pachniały jeziorem, ogniskiem i kiełbaskami pieczonymi na patyku :-) Wersja Yankee to raczej Szekspirowski Sen Nocy Letniej. 
Myślę, że jest to jeden z tych zapachów które się kocha albo nienawidzi. Niezwykle silny i intensywny. Początek to rzeczywiście woda kolońska. Jednak po pewnym czasie zapach wyrównuje się i łagodnieje. Ostre, drażniące nuty zostają zastąpione szorstką słodyczą ziół. Znika obraz reklamy dezodorantu a pojawia się kaszmirowy sweter przesiąknięty zapachem i wspomnieniem ukochanego mężczyzny. Nieco mokry, ziołowy, mchowy. Ciężki ale uspokajający. Bardzo lubię zapalać go w letnie, burzowe wieczory. 
Dodam jeszcze, że świece prezentują się naprawdę ciekawie. Granatowy wosk zamknięty w szkle stanowi piękną oprawę tego niezwykłego zapachu.

Vanilla Cupcake

Intensywny, kremowy zapach waniliowych babeczek z nutką cytryny




Od bardzo dawna unikam wszystkiego co ma w nazwie wanilię. Po wielu nieudanych przygodach słowo to zaczęło kojarzyć mi się ze słodką, syntetyczną wonią drażniącą nos. Wosk Vanilla Cupcake trafił do mnie przy okazji zakupów większej ilości zapachów na zasadzie "po jednym z każdego".
Długo i ostentacyjnie go ignorowałam. W końcu postanowiłam zużyć, tylko po to żeby się go pozbyć. A tu taka niespodzianka!  Zapach intensywny, ciepły, kremowy.... W przeważającej mierze waniliowy, ale jest w nim też dużo masła i śmietany.  Po pewnym czasie wyczuwalna jest cytrynowa nuta, która pięknie rozbija lepką słodycz. Według mnie nie jest to aromat "świeżo upieczony". Moim pierwszym skojarzeniem było ciasto ucierane przez babcię kiedy byłam dzieckiem. Lubiłam siadać przy stole w kuchni i patrzeć jak poszczególne składniki łączą się w coraz bardziej puszystą i kremową masę. Tym właśnie jest dla mnie ten zapach - dzieciństwem i słodkim, surowym ciastem wykradanym z miski palcem. 
Jeden z moich ulubionych zapachów. Pod ręką zawsze wtedy, gdy mam ochotę poczuć się "jak u babci"...

niedziela, 8 lipca 2012

Yankee Candle - w kalejdoskopie zapachów




Od czasu mojego pierwszego kontaktu z woskiem o zapachu bzów minęło już wiele czasu, a ja nadal pozwalam się "wieść za nos" produktom tej firmy. Początkowa ciekawość stopniowo zamieniała się w fascynację, a ta z kolei w miłość odwzajemnioną. Kocham Yankee za te obłoczki zapachu, które otulają mój dom dostosowując się do pory roku, dnia a przede wszystkim mojego nastroju. Niepostrzeżenie  wielka rodzina świec i wosków zamieszkała na moich półkach, komodach i w koszykach. Wybieranie zapachu jest już rytuałem każdego wieczora (nierzadko i poranka). Nawet moja druga połówka pozornie nieczuła na "te babskie głupoty" pyta ''Dlaczego nic nie pachnie?", kiedy spóźniam się z zapaleniem świecy :)

Wiem, że w Polsce jest już wiele miłośniczek świec Yankee i mam nadzieje spotkać się tu z tymi, które podobnie jak ja poddały się urokowi tych pachnideł jak i z tymi które jeszcze się się wahają. Chciałabym podzielić się z wami moimi wrażeniami i opiniami na temat poszczególnych zapachów.

Moją ulubionym produktem są wax tarts, czyli drobinki aromatycznego wosku zamknięte w formie małego, kolorowego ciastka. Do ich użycia potrzebujemy komika zapachowego. Pod wpływem temperatury wosk topi się uwalniając zawarty w nim aromat. W trakcie palenia wosk nie zmniejszy swojej objętości, natomiast wyparują olejki i wtedy należy go wyrzucić. Najprostszą metodą jest włożenie komikna z zastygniętym już woskiem na kilkanaście minut do zamrażarki. Po takim zabiegu zmarznięty dysk można wyjąć w jednym kawałku, a kominek pozostaje czysty. W przypadku wosków producent zapewnia do 8 godzin zapachu, ale w praktyce bywa z tym różnie. Niektóre zapachy rzeczywiście uwalniają się przez długi czas podczas gdy inne blakną już po 4 godzinach. Tartę można użyć w całości ale można też roztopić mniejszy kawałek a resztę przechować w małym woreczku. Moja ulubiona metoda to podzielenie wosku na trzy części i zapalenie go w trzech kominkach w różnych częściach domu. Czas uwalniania aromatu jest skrócony ale lubię gdy piękny zapach jest wszechobecny. Poza tym jedną z zalet świec Yankee jest to, że ich zapach utrzymuje się jeszcze długo po zgaszeniu. Często czuję go nawet następnego dnia po powrocie z pracy. 

Kilka słów o świecach. Wszystkie świece niezależnie od wielkości i formy pachną równomiernie intensywnie aż do ostatniego centymetra wypalonego wosku. Dodatkowo mają niewyobrażalnie długą żywotność co zdecydowanie rekompensuje dość wysoką cenę. Najmniejszymi i najtańszymi świecami są samplery. Małe, "nagie" świeczki szczelnie opakowane folią. Należy zapalać je w świeczniku podobnym formą do samej świeczki, ponieważ roztapia się całkowicie. Niestety, te świece nie sprawdzają się w pomieszczeniach innych niż mikroskopijne. Miałam problem z wyczuciem zapachu nawet w małej łazience przy zamkniętych drzwiach. Być może była to cecha tylko tych dwóch zapachów, które kupiłam w formie samplerów jednak nie mam ochoty eksperymentować dalej. Teraz kolej na słoje. Dostępne w trzech wielkościach, palące się od 25 do 150 godzin. Od samego początku urzekły mnie świece ukryte w staroświeckich słojach. Duże i średnie świece pachną równie intensywnie jak woski ale nieporównywalnie dłużej, jeśli więc jakiś zapach szczególnie przypadnie nam do serca warto skusić się na zakup. Ja kupuję słoje gdy zapach który polubiłam zostaje wycofywany a  chciałabym mieć zapas aby czasami do niego wrócić. Małe słoiczki to te które kolekcjonuję i lubię najbardziej. Nie ze względów użytkowych, ponieważ nie dają sobie rady z większymi pomieszczeniami. Zwyczajnie podobają mi się rządki małych, uroczych słoiczków skrywających przeróżne zapachy. Lubię je otwierać i cieszyć się zapachami skrytymi pod powierzchnią wieczka. 
Niezależnie od rozmiaru świecy należy o nie dbać. Pamiętać o przycinaniu knota oraz odpowiednio długim czasie palenia aby uchronić wosk przed nierównomiernym topieniem.
Na koniec zostawiłam tumblery. Bardziej prosta i nowoczesna wersja świec w szkle. Gdy kupuję świecę z myślą o paleniu, wybieram właśnie tumbler. Ze względu na dwa knoty wosk topi się szybciej przez co już po kilkunastu minutach mogę cieszyć się intensywnym zapachem.